Krótkie spodenki w pracy to w Japonii temat, który tego lata rozpalił emocje — dosłownie i w przenośni. Kraj mierzy się z jednym z najgorętszych lat w historii, a meteorolodzy wprowadzili nawet nowe słowo, „kokushobi”, na dni z temperaturą przekraczającą 40 stopni. W odpowiedzi Tokio rozszerzyło swoją wieloletnią akcję „Cool Biz” i po raz pierwszy pozwoliło urzędnikom przychodzić do pracy w krótkich spodenkach, T-shirtach i sportowych butach. Cel jest prosty: mniej cierpienia w upale i niższe rachunki za klimatyzację.
Brzmi rozsądnie, prawda? A jednak w kraju o dość konserwatywnej kulturze pracy pomysł podzielił ludzi. W sondażach ponad połowa pracowników była na „nie” — a jednym z najczęściej podawanych powodów okazały się… odsłonięte, owłosione męskie łydki. W internecie pojawił się nawet nowy termin: „sunehara”, czyli w wolnym tłumaczeniu „nękanie owłosionymi nogami”. Część mężczyzn zaczęła zapisywać się na depilację laserową — i to nie z powodów kosmetycznych, tylko traktując to jako nowy element biurowej etykiety.
„Dlaczego krótkie spodenki w pracy budzą kontrowersje?”
Co ciekawe, cała sprawa obnażyła też inny problem: nierówność. Panowie dostali zielone światło na luźniejszy strój, podczas gdy w wielu tradycyjnych firmach kobiety wciąż mają zakładać rajstopy, gdy odsłaniają nogi. To z pozoru błaha historia o krótkich spodenkach, a pod spodem — rozmowa o zmianach klimatu, o sztywnych normach w miejscu pracy i o tym, jak trudno je przełamać.
Właśnie od tego wątku ruszyliśmy w 288. odcinku „Luźno przy kawie” — i, jak to u nas, zeszliśmy z tego na zupełnie inne tory. Całości posłuchacie w odcinku.