Oznaczanie treści AI to temat, który jeszcze niedawno brzmiał jak problem korporacji, a nagle zrobił się bardzo konkretny i to za sprawą jednej głośnej wpadki. Historia z raportem „Polaków portret własny” – kilkanaście stron za prawie 200 tysięcy złotych, z „tradycyjną chlebowością” i noblistami liczonymi na oko — obiegła internet nie bez powodu. Dla mnie to nie jest opowieść o tym, że „AI jest słabe”. To opowieść o tym, co się dzieje, kiedy ktoś traktuje generator tekstu jak magiczną drukarkę do eksperckich treści i zapomina spojrzeć na efekt. I właśnie dlatego temat oznaczania treści AI zrobił się nagle bardzo praktyczny.
Bo od 2 sierpnia 2026 roku w całej Unii Europejskiej obowiązują nowe zasady wynikające z AI Act (art. 50). W skrócie: część treści tworzonych albo przerabianych przez sztuczną inteligencję trzeba wyraźnie oznaczać. Wbrew krążącym nagłówkom nie znaczy to, że każdy tekst, w którym pomogłeś sobie ChatemGPT, musi mieć teraz naklejkę „AI”.
Oznaczanie treści AI — kogo i czego dotyczy naprawdę
Obowiązek celuje przede wszystkim w dwie sytuacje. Pierwsza to tzw. deepfake’i – materiały, które wyglądają jak autentyczne nagranie czy zdjęcie realnej osoby albo wydarzenia. Druga to teksty publikowane po to, żeby informować opinię publiczną o sprawach interesu publicznego. Do tego dochodzi ujawnianie, że rozmawiasz z chatbotem, a nie z człowiekiem. Ważny wyjątek: jeśli tekst przeszedł realną redakcję i ktoś wziął za niego odpowiedzialność, obowiązek oznaczenia w wielu przypadkach odpada.
Dlaczego warto się tym przejąć w e-commerce i marketingu
Jeśli prowadzisz sklep, agencję albo po prostu regularnie publikujesz treści, dwie rzeczy są istotne. Po pierwsze, kary są niebagatelne – do 15 milionów euro albo do 3% rocznego obrotu. Po drugie, sam techniczny „znak wodny” w plikach (metadane, standard C2PA) to na razie zadanie dla dostawców narzędzi, którzy mają na wdrożenie czas do grudnia 2026. Ale obowiązek informowania własnych odbiorców, że treść powstała z pomocą AI, spoczywa już teraz na Tobie jako publikującym.
Moje zdanie po tej całej aferze
Oznaczanie treści AI to nie kaganiec na kreatywność. To raczej wymuszenie minimum higieny: jeśli coś generujesz, sprawdź to, weź za to odpowiedzialność i nie udawaj, że powstało inaczej. Raport za 200 tysięcy obnażył nie słabość technologii, tylko brak tego minimum. A przepisy – jeśli będą realnie egzekwowane – mogą sprawić, że rzadziej będziemy łykać slop jak pelikany. I dobrze.
O oznaczaniu treści AI mówiłem też w Raporcie Gospodarczym TVP3 — nagranie poniżej.
Rozmawialiśmy o tym w odcinku #289 podcastu zapraszamy również do odsłuchu.